Reklamy

PRODUKCJA FILMOWA

UNESCO - PIERWSZY LIST OTWARTY

POŻEGNANIE PIANISSIMY - piano znaczy cicho…

2015 - AL KHALEDIAH EUROPEAN ARABIAN HORSE FESTIVAL

XXXVII POLSKI NARODOWY POKAZ KONI ARABSKICH CZYSTEJ KRWI

EMOCJONUJĄCY WARSZAWSKI FESTIWAL KONI ARABSKICH 2015

Z WIELKIM SMUTKIEM ŻEGNAMY PANIĄ IZABELLĘ PAWELEC - ZAWADZKĄ

2014 - Al Khalediah European Arabian Horse Festival

2014 - Dzień Zjednoczonych Emiratów Arabskich

2014 - KRÓLEWSKI DAR Z BAHRAJNU

2013 - Sheikh Zayed Bin Sultan Al Nahyan Cup - Dzień UAE

2013 - Wielka Warszawska i Wyścig Katarski

GALERIA FOTOGRAFII - MARTA BARANOWSKA

TŁUMACZENIA

PARTNERZY

PARTNERZY TECHNICZNI

WSPIERAJ AHCII

Jeśli chcesz wspierać nasz Instytut
więcej...

Prezes zarządu


więcej...

FOTOGRAFOWIE

Rekomendowani fotografowie
więcej...

GALERIA RYSUNKU

Rysunki satyryczne Joanny Jasińskiej-Koronkiewicz
więcej...

FACEBOOK - "ZALAJKUJ" NAS!

Kliknij poniżej "Lubię To!" by móc na swoim facebooku śledzić działania PIKJ!




Budujemy Stajnię - przewodnik Muratora

Wybierz odpowiedni projekt dla siebie.

Murator SC11

więcej...

CYKL: 'SEKRETNA HISTORIA KONI ORIENTALNYCH' : "O pochodzeniu konia" Tekst: Jacek Kobus



Początek...

Koń nie był pierwszym zwierzęciem udomowionym przez człowieka. Był wręcz jednym z ostatnich. Tym bardziej powinno być zatem możliwym odkrycie – gdzie i kiedy to się dokonało. Całkowitej pewności jak na razie nikt nie ma. Tym niemniej, badania prowadzone w ciągu ostatnich 20 lat zdają się coraz to bardziej prawdopodobnym czynić dwie, słabo jeszcze wśród miłośników koni i jeździectwa rozpowszechnione tezy:

1/ Wszystkie żyjące obecnie konie, udomowione i dzikie, za wyjątkiem konia Przewalskiego – pochodzą od tej samej, niewielkiej grupy przodków. Jest to wiadomość zaskakująca, biorąc pod uwagę, jak bardzo różnią się od siebie np. właśnie: koń arabski, koń shire i kucyk falballa. Tymczasem okazuje się, że cała różnorodność końskiej urody i cnót – to dzieło człowieka, który z jednorodnego i niewielkiego materiału wyjściowego, owo bogactwo stworzył.

2/ Udomowienie konia nastąpiło tylko raz w dziejach (oczywiście: potem wielokrotnie udomawiano ponownie konie wcześniej zdziczałe – ale trudno to nazwać „oryginalnym wynalazkiem“: nigdzie bowiem nie było tak, aby konie dotarły same, bez towarzyszącej im kultury jeździeckiej – nawet Indianie najpierw podpatrywali Hiszpanów, a potem jedni drugich, nim sami zaczęli odławiać swoje mustangi…). I stało się to gdzieś na obszarze cenralnej lub zachodniej części Wielkiego Stepu Środkowoazjatyckiego – pomiędzy dolnym biegiem Dniepru, a środkowym Kazachstanem. Co też budzić może niejakie zaskoczenie, albowiem do tej pory utożsamiano w kulturze popularnej miejsce udomowienia konia z Bliskim Wschodem…

Dzięki temu, że udomowienie konia nastąpiło stosunkowo późno, w czasach gdy istniały już zaawansowane cywilizacje dysponujące środkami utrwalania informacji (pismem, a przede wszystkim – umiejętnością wytwarzania przedstawień plastycznych), dysponujemy pewnymi niepodważalnymi dowodami co do miejsca i czasu udomowienia konia. Otóż z całą pewnością stało się to na północ od Wyżyny Irańskiej. Najstarsze z takich świadectw, to wizerunki koni na pieczęciach z położonej u północnych podnóży tej właśnie Wyżyny, w delcie ginącej w piaskach pustyni rzeki Murgab, Oazy Maryjskiej (inaczej: Merw albo Margiany), datowane na okres 2100 – 1700 p.n.e. Bardzo szybko wynalazek przeniósł się też na południe od Wyżyny Irańskiej: podobne wizerunki pojawiły się bowiem w okresie 2050 – 2040 p.n.e. na pieczęciach używanych w sumeryjskim mieście Ur (nie należy tego mylić z tzw. „sztandarem z Ur“, zabytkiem nieco starszym – który przedstawia zwierzęta w zaprzęgach: są to najprawdopodobniej onagry).

Niestety, na tym świadectwa „pisane“ się kończą – Wielki Step Środkowoazjatycki jeszcze do całkiem niedawna nie był miejscem, w którym mogłaby rozkwitać posługująca się pieczęciami finansjera, czy skrupulatna biurokracja notująca każdy garnek z oliwą lub zbożem. Stąd też, dla precyzyjniejszego datowania i umiejscowienia interesującego nas zdarzenia, należy posłużyć się świadectwami archeologicznymi.

Takimi świadectwami są przede wszystkim kości koni o których można domniemywać, że nie zostały złowione jako zwierzęta dzikie, tylko były przed śmiercią trzymane w niewoli (na jakiej podstawie – to zaraz wyjaśnię), elementy uprzęży lub zaprzęgów konnych (znajdowane niezmiernie rzadko i bardzo trudne do datowania) oraz ślady chemiczne pozostałe po koniach lub po produktach końskiego pochodzenia – miejsce, gdzie takie ślady występują znaleziono do tej pory tylko jedno: w dzisiejszym Kazachstanie.

Porwisty nurt rzeki Iman – Burłuk, dopływu Isimu przepływającego przez kazachską prowincję Agmola, odsłonił w pobliżu osady Botai, od której w ten sposób odkryta kultura wzięła swoją nazwę, ukryte głęboko pod powierzchnią współczesnego stepu ślady 153 szałasów zamieszkałych ok. 3700 – 3100 roku p.n.e. przez populację łowców o nader ekskluzywnych upodobaniach żywieniowych. Od 65 do 99% kości zwierzęcych znajdowanych w przyległych do osady śmietniskach (skądinąd niezwykle wprost obfitych, bo liczących od dziesiątków do setek tysięcy odłamków kostnych każde) to kości końskie. Jedyne inne zwierzę domowe, którego kości występują w tych znaleziskach to pies – brak jest śladów bydła czy owiec, podówczas już także udomowionych. Wyraźnie to odróżnia osadę w Botai od wcześniej datowanych znalezisk w tej samej okolicy – osady sprzed około roku 3700 p.n.e. były o wiele mniejsze od Botai, mniej w ich pobliżu znajdowano kości zwierzęcych i pochodzenie tych kości było o wiele bardziej zróżnicowane.

 Ponadto, znaleziono na terenie Botai pozostałości ceramiki ze śladami związków które interpretuje się jako końskie mleko.

Bardzo podobne stanowiska archeologiczne odkryto także w miejscowościach Krasnyj Jar i Wasilikowka. W Krasnym Jarze, jak i w Botai odkryto także miejsca w których najprawdopodobniej występowała duża koncentracja końskiego kału. Co może świadczyć o jego wykorzystaniu np. do uszczelniania dachów szałasów. W Krasnym Jarze znaleziono (w roku 2008) pozostałości po okrągłym corralu, w glebie którego występowała znaczna koncentrację potasu i fosforu. Pierwiastki te mogły pochodzić z moczu długo tam trzymanych koni (azot, który także w końskim moczu się znajduje, jako najłatwiejszy do wypłukania, w całości zdążył się ulotnić). Kwestią sporną między specjalistami jest, czy szczęki końskie odkryte w stanowiskach kultury Botai noszą ślady stosowania wędzidła czy nie. Takie same zmiany jakie powodowane są przez wędzidło (wszystko jedno jakiego rodzaju – nawet wykonane ze sznura czy ze skóry!) występują naturalnie u koni bardzo młodych lub bardzo starych. Trudno je też odróżnić w sposób absolutnie wykluczający wątpliwości od takich samych lub podobnych zmian jakie mogą się pojawić w sposób naturalny. Zmiany na końskich zębach z Botai niewątpliwie są – nie ma tylko zgody co do tego, jaka była przyczyna ich powstania.

Na cmentarzysku w Chalińsku nad Wołgą, datowanym na lata 5000 – 4500 p.n.e. (o tysiąc lat wcześniejszym zatem od znalezisk kultury Botai), przy 158 grobach ludzkich znaleziono pozostałości 52 owiec i kóz, 23 krów i 11 koni złożonych w ofierze w toku obrzędów pogrzebowych. Zdaniem niektórych archeologów użycie w tych ofiarach koni obok zwierząt ewidentnie udomowionych dowodzi, że i tak potraktowane konie musiały być, około roku 4800 p.n.e. – już udomowione. Co jest oczywiście tylko opinią, nie faktem.

Współcześnie z kulturą chalińską[1] nad dolnym Dnieprem i Donem istniała kultura „Srednij Stog“, której najważniejszym stanowiskiem jest Derejwka, na prawym brzegu Omelnika w pobliżu jego ujścia do Dniepru. Właśnie w Derejwce znaleziono szczątki koni, które mogły być już udomowione – gdzieś pomiędzy rokiem 4800 a 3500 p.n.e., ponieważ niestety najlepiej zachowanej końskiej czaszki nie udało się datować precyzyjnie na skutek zanieczyszczenia materiałem z różnych epok. Ogólnie rzecz biorąc zatem: najstarszego, „brakującego ogniwa“ pomiędzy koniem dzikim a koniem udomowionym – nie udało się bez żadnych wątpliwości znaleźć. Jak dotąd.

Cóż z tego wynika..?

Istnieje już cała szkoła archeologów, zapoczątkowana przez Andrew Sherratta[2] w latach 80. XX wieku, która udomowieniu konia przypisuje szczególnie istotne znaczenie. Szkoła ta zasadza się na obserwacji, że szczątki kostne wcześniej udomowionych owiec, kóz i innych zwierząt gospodarskich znajdowane w stanowiskach pochodzących z pierwszych dwóch lub trzech tysiącleci po ich udomowieniu, należały prawie wyłącznie do młodych osobników. Wskazuje to na traktowanie tych zwierząt wyłącznie jako źródła mięsa. Tym samym wykorzystanie zwierząt do innych celów – jako źródła mleka, wełny, a także jako siły pociągowej – musi datować się na okres późniejszy.

Nasunęło to koncepcję „Rewolucji Produktów Drugiego Rodzaju[3]“ – jako że przejście od wyłącznie mięsnego wykorzystania trzymanych zwierząt do ich dużo bardziej kompleksowej eksploatacji, musiało się też wiązać z dość dramatyczną zmianą stylu życia ludzi. Jedną z tych zmian, bodaj czy nie najważniejszą, było upowszechnienie się – przynajmniej w Eurazji – zwyczaju picia alkoholu: za czym poszły naczynia temu służące ze stosowną dekoracją. W skrócie, w literaturze anglojęzycznej nazwano to rewolucją „drinking and driving“ (bo głównym zastosowaniem konia miał być rydwan lub inny zaprzęg: swoją drogą bardzo dobrze, że choć śladów stosowania w tak dawnej epoce alkomatów jeszcze nie znaleziono..!).

Oczywiście ta koncepcja, sformułowana jeszcze przed odkryciem kultury Botai i większości najważniejszych znalezisk kultury „Srednij Stog“ błędnie lokowała miejsce udomowienia konia na Bliskim Wschodzie – konkretnie w dolinie rzeki Kura, na obecnym pograniczu gruzińsko – azerskim, dokąd w szczytowym momencie ekspansji Ur docierały sumeryjskie ekspedycje w poszukiwaniu miedzi – transportowanej następnie nad Eufrat na grzbietach jucznych zwierząt. Dopiero z Bliskiego Wschodu zarówno ta technika, jak i towarzyszące jej zwyczaje biesiadne, miały były upowszechnić się w Europie. Przy czym do roku ok. 2000 p.n.e. nie stosowano koni na wojnie – miał był w tym przeszkadzać ich początkowo niski wzrost, brak sztywnego wędzidła i brak rydwanu.

Tymczasem później przeprowadzone badania kości końskich jednoznacznie wskazują na to, że średni wzrost w kłębie koni jakie żyły tam już około roku 4800 p.n.e. (niezależnie od tego, czy były to konie dzikie, na które tylko polowano, czy konie udomowione), mieścił się w przedziale 136 – 144 cm. Oczywiście nie jest to wzrost imponujący, szczególnie dla nas, współczesnych. Jak chodzi o konie chłopskie jednak, to na Ukrainie pozostał on taki sam co najmniej do roku 1861 po Chrystusie, więc przez całe następne 6500 lat – dopiero po uwłaszczeniu chłopów coś mogło się w tej materii zmienić. Na pewno można było na takich koniach jeździć – ani Grecy czy Rzymianie, ani też np. Indianie z Ameryki Północnej, uważani zwykle za dobrych kawalerzystów, też nie mieli koni wyższych niż 150 cm w kłębie – a jakoś jeździli.

Co więcej, od roku mniej – więcej 2500 – 2000 p.n.e. także w lesistej części Europy – czyli np. w Polsce – miejsce poprzednio powszechnie spotykanych leśnych tarpanów o wzroście rzędu 120 – 130 cm w kłębie, zajmuje bardziej zróżnicowana i średnio wyższa populacja koni. Przynajmniej – sądząc po odkrytych szczątkach kostnych. Może to być (choć nie musi) dowód upowszechnienia się w tym właśnie czasie jeździectwa i hodowli koni także na naszych ziemiach.

Współcześnie zatem, tezy Sherratta raczej nie przyjmuje się w jej pierwotnej postaci. Rewolucja do której doszło gdzieś pomiędzy rokiem 4500 a rokiem 2500 p.n.e. jest faktem. Jednak nie było to wydarzenie jednorazowe i w żadnym razie nie można go wiązać z Ur, a przynajmniej – nie tylko z Ur. Różne kultury ludzkie odkrywały pożytki płynące z wykorzystania zwierząt nie tylko na mięso w różnym zakresie niezależnie od siebie – przy czym wynalazki te stosunkowo szybko się upowszechniały. Np. Egipcjanie ok. roku 4000 p.n.e. udomowili osła – i ta technika bardzo szybko upowszechniła się na całym Bliskim Wschodzie, wpływając także na tamtejszą sztukę która dopiero po roku 1800 p.n.e., kiedy w tym rejonie świata na szerszą skalę upowszechniły się konie, zaczęła poprawnie przedstawiać jeźdźców na koniach. Wcześniej, wobec dominacji osłów, przyzwyczajeni do takiego widoku artyści, zwykli jeźdźców wyobrażać w pozycji typowej dla jazdy na ośle, tj. siedzących gdzieś w pobliżu zadu zwierzęcia.

Kariera konia

Około roku 2500 p.n.e. świadectwa użytkowania koni stają się jednoznaczne. Pierwszy ewidentny dowód na ich transportowe i zarazem już bojowe wykorzystanie pojawia się w grobowcach kultury Sintaszta: ufortyfikowanego osiedla z Epoki Brązu odnalezionego w pobliżu Czeliabińska pod Uralem. Znalezisko datowane na lata 2800 – 1600 p.n.e. (z największą ilością artefaktów z okresu 2100 – 1800 p.n.e.) zawiera resztki rydwanów i ofiary z koni – do ośmiu w jednym z grobów. Ofiary te zostały przy tym złożone w sposób zgodny z rytuałami Rigwedy, co byłoby pierwszym wskazaniem na etniczną tożsamość budowniczych osiedla i pierwszych woźniców rydwanów: jest to bowiem najstarszy z eposów indyjskich Ariów.[4] Oczywiście nie daje to żadnych podstaw do wnioskowania czegokolwiek pewnego na temat starszych znalezisk, w Botai czy w Derejwce – nie da się jednak ukryć, że logicznym byłoby utożsamienie także i tych stanowisk z Ariami – jak to zresztą wielu badaczy robi.

Jak pisze na przykład Bogdan Składanek: „Koń łączy się nierozerwalnie z Ariami. Pierwsze pewne ślady jego udomowienia pochodzą z Derejwki nad Dnieprem. Rozkwit tej kultury (kultura Srednij Stog) przypada na 4200 – 3500 lub 3500 – 2700 p.n.e. Jej społeczność była zdominowana przez wojowników walczących na koniu. W następnym okresie (kultura Pit Grave – Jamna, 3500 – 2800 lub 2700 – 2200 p.n.e.) dokonał się pełny rozwój pasterstwa. Hodowlę koni domowych prowadzono na dużą skalę w stepach dotychczas niezamieszkałych. Podstawowym terminem na konia w Aweście jest aspa-. Jego najstarsza forma o aryjskim aśva-/áśva- została poświadczona w Mitanni[5] w XV w. p.n.e.. Jak podaje Strabon (XI, 13, 7) najlepsze konie hodowane przez Irańczyków były rasy z Nesaen, grec. Νηοαιοι[6]

Być może zatem to nasi pra-indoeuropejscy przodkowie jako pierwsi udomowili konia, a przynajmniej – byli pierwszymi, którzy z tego faktu odnieśli osobiste korzyści, konno podbijając, paląc, mordując, rabując, gwałcąc i rozprzestrzeniając w ten sposób z niewątpliwym powodzenie swoje geny i swoje języki od Chin (dokąd zawędrowali koniec końców Tocharowie, których migracja jako pierwszej, zrazu oderwanej fali Indoeuropejczyków miałaby mieć miejsce ok. 4400 – 4300 p.n.e.), przez Indie, Iran aż po Irlandię. Fakt, że te trzy ostatnie krainy tak podobnie się nazywają właśnie jest dowodem sukcesu Ariów, bo wszystkie trzy od ich nazwy własnej wywodzą swoje imię.

Pierwszeństwa Ariów w udomowieniu konia dowodzą także zapożyczenia indoeuropejskiej terminologii w językach ugrofińskich – którymi posługiwały się ludy najprawdopodobniej sąsiadujące z Ariami przynajmniej na którymś z etapów ich wielkiej wędrówki. Jak pisze Bohdan Składanek: „Aryjskiego pochodzenia są ugrofińskie nazwy oznaczające siodło, źrebaka, kozę, owcę, mleko, wełnę, wojłok, prócz tego nazwy metali, np. w językach komi i w udmurckim zarin „złoto“, pers. zar/zarin „złoto“, „złoty“, fiń. porsas „prosię“, fiń. kehrä „wrzeciono“, mord. šterekešträ/kešträkēstro-/*ketstro->sanskr. cātra->paszto cāsai „wrzeciono“. W protougrofińskich językach pojawia się etymon mający związek z językiem aryjskim, np. ugrofińskie *sata „sto“ i a. *satám[7]

Reasumując zatem, o ile w dalszym ciągu nie wiadomo kto po raz pierwszy i gdzie dokładnie dosiadł konia – to karierę światową zrobili jeźdźcy i woźnice rydwanów pijani miodem i prowadzeni w swojej wędrówce przez „Indrę – burzyciela miast“: nasi niewątpliwi przodkowie. Zwyczaj prowadzenia w stanie wskazującym na spożycie jest zatem bardzo stary, bardzo szacowny i nam właściwy[8], a godna lepszej sprawa walka wszystkich praktycznie rządów z tą tradycją – patrzy mi na jakiś potajemny spisek pokonanej, przedaryjskiej ludności Europy J (po której bodaj jedyną „żywą skamieniałością“, która do naszych czasów dotrwała, są Baskowie w Pirenejach).

Jak to mogło wyglądać?

Teoria „rewolucji produktów drugiego rodzaju“ niewątpliwie wymaga modyfikacji. Jak zwykle zresztą przy takich pojęciach okazuje się, że ta modyfikacja niemal zabija oryginalne znaczenie terminu, bo się ta „rewolucja“ na tak wielki obszar geograficzny i tak znaczny przeciąg czasu rozkładu, że już ją trudno za „rewolucję“ uważać.

Punktem wyjścia jest to, co możemy zobaczyć na ścianach jaskini w Lascaux.[9] Około 17 – 18 tysięcy lat temu koczujący na terenie Europy łowcy – zbieracze polowali na wielką skalę na pasące się tu tabunami dzikie konie. To był pierwszy kontakt między człowiekiem a koniem.

Jedną z możliwych do zastosowania technik łowów, jakimi dysponował człowiek poruszający się na piechotę i uzbrojony w kamienno – drewnianą broń o raczej niewielkim zasięgu skutecznym (z całą pewnością łuków refleksyjnych wtedy jeszcze nie znano, więc najdalszy skuteczny zasięg broni miotającej: łuków lub różnego rodzaju wyrzutni oszczepów, nie przekraczał kilkudziesięciu metrów) było zagonienie zwierząt – czy to przy pomocy odpowiednio licznej nagonki czy też, co łatwiej – używając ognia (tak robili, przed pozyskaniem koni, Indianie z prerii Ameryki Północnej) – w jakąś pułapkę, skąd nie mogły już uciec i gdzie łatwo było je pozabijać.

Taką pułapką mogło być oczywiście jakieś urwisko z którego zwierzęta spadały – i wiele takich miejsc istotnie znaleziono. Jest to jednak stosunkowo rozrzutny sposób gospodarowania łowiskiem, bo niewątpliwie istnieje ryzyko, że tak wielkiej ilości naraz pozyskanego mięsa ludzie nie zdołają ani spożyć, ani obrobić tak, by się nadawało do przechowywania. Zatem rozsądniejszym było, w miarę możliwości, zamknąć nagonione zwierzęta w jakiejś naturalnej lub zbudowanej sztucznie pułapce z której nie mogłyby uciec – a potem zabijać je w miarę potrzeb i możliwości przerobu mięsa, skór, ścięgien czy kości. Jeśli się do tego zapewni tak schwytanym zwierzętom dostęp do wody, a może też i rzuci im od czasu do czasu jakąś karmę – zaczyna to przypominać swoistą hodowlę.

Im dłużej uda się tak pozyskane stado zachować przy życiu, tym dłużej myśliwi mają stałe i nie wymagające wielkiego zachodu źródło pełnowartościowego pożywienia. Jest zatem kwestią dość oczywistej ekonomii sił podjęcie starań by czas przeżycia zwierząt wydłużyć. Ideałem oczywiście byłoby, gdyby nie trzeba ich w ogóle łapać, tj. gdyby nie tylko przeżyły, ale też i zaczęły się rozmnażać w niewoli, dostarczając każdym kolejnym pokoleniem świeżego, a nie wymagającego męczącej gonitwy po wertepach mięsa. Nie jest to oczywiście takie łatwe. Przede wszystkim dlatego, że trzymanie schwytanych zwierząt w ogrodzeniu wymaga donoszenia im paszy – a to się robi w sytuacji, gdy do dyspozycji mamy tylko własne plecy jako środek transportu, harówka jeszcze gorsza niż owo ganianie po wertepach gdzie się normalnie dzikie zwierzęta chowają.

Długo zatem problem wyglądał na nierozwiązywalny. Dopiero pójście krok dalej i rozpoczęcie pewnego elementarnego treningu zwierząt – na początek zapewne psów, a w pewnym, koniecznym stopniu, także kóz i owiec tak, jak to archeolodzy przedstawiają – po to, żeby rozpoznawały swojego pana i w pewien przynajmniej, minimalny sposób reagowały na jego polecania, pozwala na zapewnienie w miarę pewnego źródła mięsa bez nadmiernego wysiłku. Zamiast bowiem przynosić paszę zwierzętom, czego na większą skalę wówczas zrobić się po prostu nie dało – przenosi się zwierzęta tam, gdzie pasza sama rośnie. Pozostaje tylko pilnować, żeby się stado nie rozpierzchło i bronić je przed drapieżnikami. Co też nie jest takie łatwe na piechotę.

Oswojenie konia dramatycznie zwiększa możliwości człowieka w tym zakresie. Nie tylko jest w stanie doścignąć każde wolniejsze i mniej wytrzymałe od konia zwierzę (a tak się składa, że ani kozy, ani owce, ani bydło które się w tym samym momencie w naszej menażerii pojawia, tym mniej zaś – świnie – nie mogą się z koniem ścigać na stepie…), co ma niebagatelne znaczenie przy wypasaniu stad, ale też może zwielokrotnić użyteczność swojej hodowli. Ma bowiem do dyspozycji siłę pociągową która pozwala mu transportować produkty uzyskane od zwierząt (mleko, mięso, skóry, wełnę), wymieniać się nimi – i transportować w zamian pozyskane produkty, których przenoszenie na piechotę jest nieposilnym zadaniem. Jak choćby rudę miedzi, cyny, czy – w dłuższej perspektywie: żelaza.

Dopiero zatem wraz z udomowieniem konia (w strefie pustynnej: oczywiście wielbłąda), możliwe staje się pasterstwo. Czy owo koczownicze pasterstwo wyewoluowało bezpośrednio z wcześniejszej gospodarki łowiecko – zbierackiej, czy też musi zakładać jako konieczny etap przejściowy także istnienie rolnictwa: nie jest takie pewne. Historycznie nie znamy przykładów koczowniczych pasterzy, którzy by nie żyli w jakiejś symbiozie z osiadłymi rolnikami. Również Ariowie, którzy wyglądają na najlepszych kandydatów do roli roznosicieli techniki hodowli koni w Starym Świecie, znali także rolnictwo w chwili, gdy pojawili się na arenie dziejów.

Przedstawiony powyżej hipotetyczny ciąg rozwojowy konieczności takiej symbiozy zdaje się jednak nie zakładać: doskonalenie „opieki“ nad schwytanymi w pułapkę zwierzętami zachodzi niezależnie od doskonalenia podobnej „opieki“ nad zebranymi na stepie nasionami dzikich zbóż i całkiem możliwe jest, że niektóre grupy ludzi od początku wyspecjalizowały się w tej lub w tamtej strategii przetrwania, stosownie do miejscowych warunków naturalnych.

Ciekawie na tym tle prezentuje się kultura Botai. O ile można wierzyć podawanemu przez Davida W. Anthony’ego datowaniu, jest ona  późniejsza od grup ludności już posiadających udomowiony kozy i owce, które wcześniej istniały na tym terenie. Jeśli istotnie lud kultury Botai, jakakolwiek by nie była jego etno-lingwistyczna tożsamość (co jest na razie nie do stwierdzenia) dosiadł konia – to ten sukces mógł u niego spowodować powrót do gospodarki łowiecko – zbierackiej: mając bowiem o wiele większe szanse na łowiecki sukces, pierwsi jeźdźcy z kazachskich stepów wyspecjalizowali się w… polowaniu na dzikie konie! Tak samo, jak północnoamerykańscy Indianie po pozyskaniu koni – tym skuteczniej i tym chętniej polowali na bizony, ani próbując je udomawiać. Byłby to więc rodzaj „ślepej uliczki“ w ewolucji ludzkich strategii przetrwania – bo oczywiście tak wąsko wyspecjalizowana kultura mogła istnieć tylko tak długo, póki pod ręką było dostatecznie wiele dzikich koni do upolowania. W pewien sposób, jest to pośredni dowód na bezpośredniość przejścia między łowiectwem – zbieractwem a koczowniczym pasterstwem. Choć, oczywiście, jedna hipoteza w żadnym razie nie jest dowodem na prawdziwość innej hipotezy – zaś dowodów w tej sprawie: brak.

Jacek Kobus

[1] Tak było wedle Davida W. Anthony i Dorcas R. Brown, „Harnessing horsepower“, za: http://users.hartwick.edu/anthonyd/harnessing%20horsepower.html prof. B. Składanek w „Historii Persji“, Warszawa 2004, str. 52, podaje alternatywne datowanie stanowisk kultury „Srednij Stog“ na lata 4200 – 3500 lub 3500 – 2700 p.n.e. Rozbieżność wynika z metod kalibracji pomiaru dokonywanego dzięki badaniu zawartości izotopu węgla C-14 w szczątkach organicznych: domyślam się, że wedle autorów amerykańskich datowanie późniejsze, jakkolwiek możliwe w świetle samych tylko badań, byłoby nielogiczne z punktu widzenia możliwych współzależności z innymi kulturami, o znanej chronologii…

[2] Andrew Sherratt Plough and pastoralism: aspects of the secondary products revolution, 1981, za: http://en.wikipedia.org/wiki/Andrew_Sherratt

[5] Państwo huryckie w północnej części Mezopotamii, na pograniczu dzisiejszej Syrii, Iraku i Turcji. Znane m.in. z pierwszego traktatu o hodowli i wykorzystaniu koni.

[6] Bogdan Składanek, op. cit.

[7] Op. cit., str. 51



kontakt z nami
Aby się z nami skontaktować kliknij: KONTAKT

PIKJ ©2010
Nota prawna

Project: www.futurition.com

Kuwait, UAE, Qatar, Saudi, Oman, Jordan, USA, France, UK, United Kingdom, Italy, الكويت ، الإمارات العربية المتحدة ، قطر ، السعودية ، عمان ، الأردن ،